Papierowe modele konsol. Tak – odbiło mi :D

Dzień dobry.
Jakiś czas temu 'wpadłem przez przypadek' na stronę http://rockybergen.com/papercraft/ i przepadłem z kretesem… Dla wyjaśnienia – to strona artysty i projektanta – odpowiada za nią Rocky 
Bergen.
Cóż on jednak projektuje i udostępnia, że tak mnie to zainteresowało? Ano… Papierowe modele konsol i komputerów z poprzednich epok. W PDF, kompletnie za darmo, wspaniałej jakości i niesamowicie pomysłowe. Wydrukowałem wszystkie, sklejam po kolei, świetnie się przy tym bawiąc, czasem wciągając w to dzieci. Bo któż nie lubi wycinać, składać i kleić!
Biblioteka jest bardzo pokaźna i stale rośnie. 
Cóż my tam mamy? Jak do tej pory:
– TRS-80 Model III
– Sinclair ZX Spectrum
– Sharp X68000
– Sega Master System
– Nintendo Gamecube
– prototyp Nintendo Advanced Video System
– IMSAI 8080
– IBM 5150 PC
– IBM 5100 Portable Computer
– Commodore 64
– Atari 520ST
– Apple Lisa 1
– Apple II
– Amstrad CPC 464
– Amiga 500
Modele są przeurocze i bardzo wdzięcznie się z nimi pracuje. Jestem zadziwiony ciągle poziomem detali i sposobem w jaki autor je zaprojektował. Polecam, polecam i jeszcze raz polecam!

Konsole – Atari 2600 Junior

Wraz z końcówką 2019 roku wpadła mi w ręce okazja zakupienia Atari 2600 Junior z padem i kilkoma grami. To już jest (moim zdaniem!) taka bardziej czysta chęć posiadania, bo szczerym będąc, nawet nostalgicznie patrząc, to już nie bardzo da się grać w gry z tej epoki, oprócz kilku chlubnych wyjątków 😉
O ile jeszcze Atari 800 XL, Commodore 64 potrafi bawić grami i wciągnąć, to Atari 2600 jest 'zbyt daleko'. Było nie było – jest to jednak pewien symbol, konsola od której 'to wszystko się zaczęło' w skali masowej.
Produkowana od 1977 roku (ja miałem rok, a oni już konsole robili!). Dopisek z cyfrowym kodem 2600 nadano dopiero w 1982 roku, po wprowadzeniu Atari 5200. Wcześniej było to dumne Atari VCS – Video Computer System.
Potwór mający ośmiobitowy, taktowany zegarem 1 MHz procesor, posiadający 128 bajtów (sic!) RAM, rozdzielczość 160×102, 128 kolorów, 2 kanały dźwięku mono. 
Jedna z pierwszych (ale nie pierwsza!) konsol, w których grę można było zmienić poprzez wymianę cartridge (kartridża) o pojemności do 4kB. Można było co prawda tę pamięć zwiększyć na samym cartridge, także późniejsze gry wyglądały lepiej niż premiery. Jak to zwykle bywa 😀 
Co ciekawe, niespotykane oczywiście w aktualnych grach – poziom trudności A/B wybierało się… przełącznikiem w konsoli! O ile rozumiem to w konsolach w których gry były wbudowane – tutaj programiści gier na cartach musieli się dostosować do tego wymogu. Przyciski mogły jednak mieć inaczej przypisane funkcje, ale to już inna bajka.
Konsola dodatkowo ustaliła kilka standardów, jak na przykład wtyczki DB9 przez lata używane w każdej z maszyn do grania – od Atari aż do Commodore. 
Produkowana do 1992 roku, proszę zauważyć, że to bardzo długo! 15 lat konsoli, która miała parametry pod koniec okresu życia wręcz fatalne w porównaniu do Amigi, czy innych. Około 30 milionów sprzedanych sztuk uczyniło ją najlepiej sprzedającą się konsolą drugiej generacji, a grą, która sprzedała się w największej ilość był Pac-man. Jest to o tyle ciekawe, że gra jest po prostu fatalna. Ze względu na ograniczenia Atari 2600 (głównie znikomą ilość RAM) przeniesienie jej z maszyn arcade było arcytrudne i wymagało wielu trików od programisty – Toda Frye. Mimo jego starań gra jest uznawana za jedną z najgorszych gier w historii. Czyli z jednej strony – komercyjny sukces, ale totalna porażka jakościowa. Ludzie tak bardzo chcieli grać, że po prostu kupowali. Cześć zwróciła gry do sklepów, ale większość pozostała ze swoim kopiami. Warto by było nabyć 😉 Wam polecam sprawdzić na youtube – zalecam przyciszenie głośników.
W sumie na Atari 2600 wyszło ponad 900 gier, wśród nich takie perełki jak Pitfall, Battlezone, Combat, kultowy River Raid (napisany przez kobietę, Carol Shaw, pionierkę w tej dziedzinie), Space invaders, Kaboom!, Adventure, Asteroids, Kung Fu Master, Star Raiders, Tempest, Frogger, Joust. Ja wszystkie z nich znam z Atari 800XL, gdzie miały swoją bardziej dumną reprezentację, ale w sumie miło mi się grało na Atari 2600 w Jungle Hunt, jak na załączonym poniżej obrazku.

Pora polować na ciekawsze carty z grami.

Konsole – Nintendo Gameboy – porównanie wersji

Z ciekawostek – mój (mogę już chyba powiedzieć) przyjaciel 'z internetów' zapalił się do konsol, szczególnie przenośnych. Mówi, że przeze mnie – nie wnikam 😉 
Otrzymałem pozwolenie na wklejenie zdjęcia jego, bardzo zacnej, kolekcji konsol z serii Game Boy.
W kolejności od lewej do prawej i poziomami:
– Game Boy Classic
– Game Boy Pocket
– Game Boy Color
– Game Boy Advance
– Game Boy Advance SP
– Game Boy Micro
Zwracam szczególną uwagę na Game Boy Color oraz Game Boy Advance – mają moddowane, podświetlane ekrany! Różnica w grach jest ogromna, to naprawdę jest inny poziom zabawy. Co ciekawe – kolega 'wciągnął' w to wszystko swojego kilkuletniego syna – razem dobierają gry, razem zajmują się 'wybebeszaniem' i ponownym składaniem tych konsol, hobbystycznie zajmują się programowaniem cart’ów z grami.
Podświetlenia to w ogóle temat na osobny artykuł, który mam nadzieję uda nam się wspólnie zrobić.

Konsole – Nintendo Gameboy Pocket

Dzień dobry. Dzisiaj opowieść o konsoli Game Boy. Konkretnie o Game Boy Pocket, bo taką, unowocześnioną wersję, posiadam w swoich zbiorach. Plasuje się w czwartej generacji konsol, jeżeli kogoś interesuje chronologia.
O ile pierwszy Game Boy pojawił się na rynku w 1989 roku, moją konsolę zaczęto produkować w 1996. Mają wspólny procesor, który ma niewiele ponad 4 MHz (szał! 😉 ), Pocket ma ciut lepszy wyświetlacz – ciągle o rozdzielczości 160×144 i czterech odcieniach szarości, całe 8 KB pamięci RAM do wykorzystania. Pierwotnie aby zasilić pierwszego Game Boy’a trzeba było czterech baterii AA, Pocket wymaga już tylko dwóch AAA – widać, że popracowano nad zapotrzebowaniem na prąd. Ale – w końcu było to 7 lat różnicy, co jest okresem bardzo długim w przypadku układów scalonych i elektroniki. Z tego co pamiętam z czasów PRL, to już ten czynnik mógł zmienić w naszych realiach świetną konsolę w ładnie wyglądający gadżet, bo o baterie nie było łatwo. Szczególnie biorąc pod uwagę, że cztery 'paluszki' AA starczały na 10-30 godzin gry. Jeżeli więc ktoś nawet wszedł w posiadanie Game Boy’a we wczesnych latach dziewięćdziesiątych nie znaczyło to automatycznie, że wiele grał 😉 Mając teraz pod ręką akumulatorki – można szaleć.
Mimo gorszych parametrów technicznych w stosunku do konkurencyjnej konsoli Atari Lynx (pierwszej kolorowej, z podświetleniem, wydanej również w 1989 roku) pozamiatał rynkiem kompletnie – szacunki mówią o sprzedaży na poziomie 120 milionów (ale to wraz z Game Boy Color) vs 3 miliony Lynxa (dla roku 1991 było to 16 milionów vs 800 tysięcy). Był to jeden z przykładów, kiedy lepsze parametry nie determinowały automatycznie wygranej, jak w przypadku VHS czy Wii.
Ten egzemplarz pozyskałem w dość ciekawy sposób. Pracując w pierwszej firmie po studiach zajmowaliśmy się oprócz oprogramowania również dostarczaniem infrastruktury. I do jednego serwera Dell był dołączony bonus – rzeczony Game Boy Pocket wraz z grą Beavis and Butt-head. Graczy w firmie nie było, zostałem więc jedynym zainteresowanym, co niezmiernie mnie ucieszyło! Jak również fakt wejścia w posiadanie gry, bo postaci kreskówki wprost uwielbiałem i widziałem na MTV chyba wszystkie odcinki. Jestem pewien, że mam jeszcze niektóre nagrane na kasetach VHS. A do tego – gdzieś, kiedyś na jakimś dysku z kopią danych znalazłem kody do kolejnych poziomów. Całej gdy na pewno nie przeszedłem, ale gdzieś dam udało się dostać.
W sumie to miałem kilka gier na GB, brak podświetlanego ekranu i grafika monochromatyczna jest już jednak czasem nie do zaakceptowania i ciężko się w nie gra. Na pewno dokupię ikonicznego Tetris, który był dostarczany wraz z konsolą, dlatego zanotował 'sprzedaż' na poziomie 35 milionów egzemplarzy. Absolutny hit i i gra, która sprzedała tę konsolę.
Na końcu grudnia kupując Super Nintendo (czyli SNES) specjalnie szukałem zestawu z przystawką Super Game Boy wypuszczonej na rynek w 1994 roku. I oczywiście udało mi się uruchomić Beavis i Butt-head na LCD 😀

Biblioteka około dwóch tysięcy gier kryje w sobie mnóstwo perełek z tamtych czasów – Super Mario, Pokemon, Donkey Kong, Yoshi, Kirby, Legend of Zelda, Wario i dziesiątki innych.

Następcą jest Game Boy Color dostępny na rynku od 1998 roku, tak samo jak Game Boy Light, który był ciągle monochromatyczny, ale już z podświetlanym ekranem.

Literatura o konsolach i grach z lat 80tych. I nie tylko. Aktualizacja.

Dobry wieczór. Ostatnio 'odkręciło' mnie na retro, co zresztą widać po wpisach na blogu. Niezbyt częstych co prawda, bo jakoś tak ostatnio strasznie mało czasu na wszystko.
Nie tylko znajdowanie konsol, komputerów i gier jest dla mnie fascynujące, ale również czytanie o nich sprawia mi przyjemność. Niniejszym chcę polecić kilka książek, które znalazły się w mojej bibliotece.

Po pierwsze – Wielka księga gier, będąca pierwszym TAK wielkim opracowaniem gier na rynku polskim. Autorem jest Piotr 'Micz' Mańskowski, znany z wielu periodyków (np. Secret Service), ostatnio rednacz Pixela.

Książka bardzo mi się podobała, chociaż przez wzgląd na rozmiar (ponad 650 stron) zabierałem się do niej dość długo, czego żałuję. Jest bowiem podróżą przez dziesięciolecia gier, wzbogaconą setkami ilustracji, do tego fajnie przeprowadzoną. 

Mając dwójkę dzieci, ambitną żonę i kilka różnych hobby, przypadła mi do gustu konstrukcja i długość rozdziałów – można każdy z nich przeczytać podczas porannej kawy, kolacji, czy nawet przy goleniu (tak, mam maszynkę elektryczną!).

Wojny konsolowe – bo to była wojna. Wojna na ilość fanów, pieniądze, rynek, kolejne kraje. Tutaj książka jest bardziej zbiorem 'potencjalnych' rozmów, które mogły być przeprowadzane w 'okopach'. Trochę cięższa do czytania nie pozostałe, ale warta uwagi.

Pora na The Nostalgia Nerd’s Retro Tech

Tę książkę kupiłem na Amazon z okazji jakiejś wyprzedaży i muszę powiedzieć, że również było warto się z nią zapoznać. Może nie jest jakoś fantastycznie napisana, ale ciekawie się przeglądało 'przestrzał' wszystkich sprzętów do grania wraz z sugestiami dla każdej platformy dotyczącymi:
– najlepiej wyglądającej gry
– najbardziej grywalnej
– najgorszej, które trzeba omijać z daleka, bo pokazują jak można zmarnować potencjał platformy.

Jest Acorn, jest Atari, Commodore, Sega, Nintendo, ale również Amiga, Xbox, Playstation – sama śmietanka. Wszystkie są potraktowane dość pobieżnie co prawda, ale jednak cieszę się, że ją mam.

Na deser zostawiłem Oni migają tymi kolorami w sposób profesjonalny.
Najnowsza z opisywanych, ale absolutnie fenomenalna. Dla mnie szczególnie ważna, bo wychowałem się 'na Atari'. Wywiad rzeka z osobą (TDC), która siedziała w tym głęboko – co prawda 'złe języki' mówią, że wiele zaczyna nie kończąc, ale akurat tę książkę skończył. Pierwsze dema, gry, fascynacja tym komputerem, programowaniem, wyjazdy na giełdę komputerową. Ehhh, łyknąłem błyskawicznie, bez popijania i zagryzania.
Z e-booków (miałem oryginał drukowany, sprzedałem – dureń byłem) polecam opracowania Bartłomieja Kluski – Bajty Polskie i Dawno temu w grach:

https://virtualo.pl/ebook/bajty-polskie-i164646/ oraz
https://lubimyczytac.pl/ksiazka/70166/dawno-temu-w-grach-czas-pionierow-szkice-z-historii-gier-komputerowych

Oraz coś o gamedev’ie w latach 80tych – darmowa książka o portowaniu R-Type na ZX Spectrum – It’s behind you – the making of a computer game. Fenomen Bedroom programmers podany na tacy w konkretnym przykładzie – akurat bardzo dobrym, bo port R-Type na ZX Spectrum jest świetny, jak na możliwości tej maszyny. Kto zlecał, jak zlecał, kto programował, jak programował, skąd brał pomysły – dokładnie opisane.

https://spectrumcomputing.co.uk/index.php?cat=96&id=2001502

Miłego czytania.

Aktualizacja: Doszły ostatnio dwie ciekawe książki. Pierwsza z nich – Codename Revolution – traktuje o fenomenie Wii – konsoli, podejściu do graczy, zmiany ich postrzegania.

Druga, polska – Nie tylko Wiedźmin. Historia polskich gier komputerowych – https://lubimyczytac.pl/ksiazka/255141/nie-tylko-wiedzmin-historia-polskich-gier-komputerowych.

Tę nabyłem drogą cyfrową (fajna promocja była – 9.99), ściągnąłem na Kindle, zostawiam do przeczytania na najbliższy wyjazd. Z recenzji widzę, że może być ciekawie, chociaż bez szału.

Nintendo Dual Screen Lite – liczy się kreatywność

Niektóre, jak to mówią: 'kieszonsolki', są naprawdę bardzo fajne. Kiedyś bardzo chciałem mieć Game Boy Advance, ale jakoś nie było nam po drodze. W końcu mam go w kolekcji, ale to jednak konsola kolejna po nim jest tym, co 'tygrysy lubią najbardziej'.
Nintendo Dual Screen Lite to następca Nintendo Dual Screen – ładniejsza wersja przenośnej konsoli, która szturmem zdobyła rynek i jednoznacznie wygrała batalię Nintendo – Sony – stosunek 153 miliony do 76 milionów (za Wikipedią) mówi sam za siebie. Mimo gorszych parametrów wygrywała funkcjonalnościami i ciekawymi grami.
Przede wszystkim – dwa ekrany, z czego dolny dotykowy. Czyli mamy D-pad (czyli potocznie mówiąc – krzyżak), triggery po bokach, a do tego rysik, który możemy używać w grach na dolnym ekranie.
Lista tytułów, które utkwiły mi w pamięci to: Elite Beat Agents, Meteos, Professor Layton and Curious Village oraz Unwound Future, Animal Crossing, Hotel Dusk: Room 215, Space Invaders Extreme, Wario Ware: Touched, Trauma Center: Under the Knife, Mario and Luigi: Partners in Time, Puzzle Quest, Legend of Zelda: Phantom Hourglass, New Super Mario Bros., Super Scribblenauts, Phoenix Wright: Ace Attorney, Advance Wars: Dual Strike, GTA: Chinatown Wars. 
Owszem, jest ich mnóstwo, ale każda z nich wprowadzała coś ciekawego w grach – gry muzyczne, pomysłowe wykorzystanie dwóch ekranów, mikrofonu, rysika, historie, grafika.
Trzeba zdmuchnąć piasek z kartki? Dmuchnij w mikrofon! Trzeba przerzucić pieniążek z jednej strony ekranu na drugi? Zamknij konsolę i otwórz! Chcesz poczytać książkę? Obróć konsolę pionowo! Trzeba zapisać notatkę w grze? Zrób to rysikiem w grze!
Bardzo wciągnęły mnie i żonę również różnorakie 'Brain testy' czyli tytułu poprawiające orientację, skupienie, logiczne myślenie.
Poniżej kilka zdjęć, ten 'dynks' na USB po lewej to adapter do połączenia do internetu z poziomu konsoli – NDS obsługuje wyłącznie połączenie szyfrowane w WPA, które raczej bezpiecznie nie było i ryzykowne było ustawić je na domowym routerze, dlatego wtykało się toto do PC, instalowało sterownik i można było grać. Na tyle na ile Nintendo pozwalało, bo ich pomysł z Friend Codes rewelacyjne nie był 😉 Ale pamiętam, że z wieloma osobami z różnych krajów grałem w jakieś zestawy gier 'barowych' – rzutki, itp. – zabawa była całkiem fajna.

Playstation 2 – pierwsza konsola z jaką miałem styczność

Sony Playstation 2. Moja pierwsza w życiu konsola. Pamiętam moment jej zakupu, w Makro była jakaś bardzo poranna promocja, przy okazji której można było ją dostać. Wstałem o jakiejś zabójczo wczesnej porze, pojechałem, odstałem swoje i wróciłem z nią wcześnie rano do domu. Żona jeszcze smacznie spała. 
Z jednej strony radość (konsola w domu!), która dość szybko ustąpiła rozczarowaniu. To, że były to modele Refurbished (konsole odnawiane oficjalnie przez Sony) – wiedziałem. Ale mój egzemplarz okazał się jednak modelem powystawowym, który miał bardzo, bardzo mocno zdezelowany napęd. Nic to – gwarancja jest gwarancją i po miesiącu miałem ją ponownie, tym razem w pełni działającą 😉 W stosunku do mojego PCta (który nigdy nie był jakoś specjalnie dobry) to była nowa jakość. 
Wtedy jeszcze gry były esencją 'konsolowatości', że tak się wyrażę. Piękna, plastyczna grafika, kolory, efekty generowane przez Emotion Engine, platformówki – to było coś wspaniałego – spędziłem przy niej mnóstwo godzin szczęśliwego grania. Tytuły takie jak God of war, GTA: San Andreas, Ico, Final Fantasy X, Katamari Damacy, Frequency, Amplitude, Killzone, Metal Gear Solid 2 oraz 3, Resident Evil 4, Silent Hill 2, SSX 3, Burnout, Fahrenheit, Black, Tekken, Jak and Daxter, Ratchet and Clank, Sly Cooper… Ehhhh, łezka w oku.
No i tej właśnie mojej wysłużonej PS2 przytrafiło się osłabienie lasera. Nic dziwnego, wiele płyt się w niej kręciło. Trzeba było rozkręcić i próbować go ustawić. Poniżej mały poradnik.

Zdejmujemy zaślepki nad śrubami.

I rozkręcamy delikatnie. Jeszcze bardziej delikatnie zdejmujemy pokrywę.

Pod plastikową osłoną mamy tackę na płyty CD/DVD. Widać tam małe białe kółko, którym regulujemy laser (WYŁĄCZNIE W JEDNĄ STRONĘ!). To działa trochę jak ślimak, który po przekręceniu się o 360 stopni opada i wraca do poprzedniej pozycji.

Wypada to przetestować, obowiązkowo zalecam uwagę! Skręcanie wszystkiego kompletnie i rozkręcanie ponowne jest co najmniej czasochłonne. Czyli robimy to 'na żywca', pod napięciem! GROZI PORAŻENIEM PRĄDEM! Jeżeli już się na to zdecydujcie, to zakryjcie tackę lasera plastikową nakładką i dopiero potem sprawdzajcie. Nie było to łatwe, ciężko było utrafić, ale udało mi się znaleźć dobrą pozycję.

Proszę – GTA: San Andreas udało się uruchomić 🙂

Mam do kompletu kilka gadżetów – między innymi kierownicę, kamerę, itp.