Raspberry Pi i prosta automatyka domowa

Zawsze byłem fanem gadżetów…

Czy to 'ruskie jajeczka', czy pierwsze organizery elektroniczne Casio, NDS z homebrew (czyli programami pisanymi przez amatorów, bez akceptacji 'wielkich' firm), aż po Raspberry Pi, które okazało się dla mnie takim trochę spełnieniem młodzieńczych marzeń – sprzęt do wszystkiego. Owszem jest PC, jest laptop. Nie dość jednak, że pobierają mnóstwo prądu, to jeszcze zabawa z nim w młodego elektronika jest jednak dość utrudniona.

Spędziłem na razie z Raspberry Pi prawie dwa lata, z 'rozstaniami i powrotami', zaczynając od wersji B+, już z czterema portami USB i pamięcią 512MB RAM. I ciągle ją mam, ciągle działa tak samo sprawnie, ciągle spełnia moje wymagania. A były z jednej strony dość duże, z drugiej skromne. Zależy jak na to patrzeć.

Chciałem mieć sprzęt, który:
– będzie stabilny i wspierany
– będzie miał dużą, kreatywną społeczność
– daje możliwości rozwoju, głównie mnie
– nie ogranicza mojej kreatywności, nawet kosztem pewnych kompromisów

W pracy zawodowej jako IT zawsze byłem skupiony głównie na Windows. Czy to jako admin, czy implementując systemy IT, czy też jako menedżer projektów. Mimo iż moje korzenie sięgają do DOSa, a nawet Atari 65XE – Windows bardzo ułatwił nam życie. Raspberry zapewniło mi powrót do wymienionych korzeni – bash, root, komendy w trybie znakowym – mają jakiś mit 'elity'. Ale tak serio – nie ma za bardzo innego wyjścia – rozwiązań nie da się wyklikać – trzeba je stworzyć.

A o to mi głównie chodziło – uruchomić mózg. Czasem człowiek w XII wieku czuje się jak wazon, albo zaprogramowany robot – wykonujemy rutynowe działania (wstań, mleko dla córki, śniadanie dla syna, kawa dla żony, odwieź do szkoły, do żłobka, praca, zrób zakupy…), nie mając czasu na tworzenie, czy też odtwarzanie po swojemu, co również jest ciekawe.

Na tym chcę się skupić pisząc tutaj teksty. Głównie dla siebie, ku pamięci. Jeżeli ktoś jednak przeczyta, będzie zainteresowany, komuś będzie to przydatne – jeszcze lepiej!